Podróże

Moje drugie podejście do Azji a tym razem: Singapur, Bali i Kuala Lumpur…

Za mną naprawdę ważna, pouczająca i budująca wiarę w ludzi wyprawa do Azji z trzema przystankami: w Singapurze, na Bali (z bazą w Ubud) oraz w Kuala Lumpur. Być może ktoś z Was też myśli o tych kierunkach, więc spisałam trochę wrażeń, ale po kolei…

Przystanek 1: Singapur

Kiedy w 1965 r. Singapur został niepodległym państwem zamożnością przypominał Ghanę a powszechną formą bytu dla wielu jego mieszkańców były slumsy. Co takiego wydarzyło się, że kraj w mniej więcej 50 lat przeobraził się w gospodarczego tygrysa? Z pewnością ten wpis nie odpowie w pełni na to pytanie, ale według mnie czynniki tj. surowe prawo, postawienie na sektor finansowy i technologiczny oraz przyciąganie talentów miały w tym swój solidny udział. Poza tym prezydentem tego kraju nie może zostać osoba, która wyłącznie ładnie przemawia i dużo obiecuje. Selekcja na najwyższy urząd w państwie jest bardzo ostra, ponieważ żeby móc być wpisanym na listę kandydatów na prezydenta trzeba przez trzy lata przed wyborami zarządzać firmą o kapitale min. 500 mln USD lub zajmować ważne stanowisko w państwie. To jest zapis konstytucji, ponieważ Singapur mówi nie kandydatom z kapelusza. Kto wie może to jeden z powodów dla których co  szóste gospodarstwo domowe posiada dochód ponad miliona dolarów.

Poza tym, rygorystyczne prawo i cała masa przepisów porządkowych w dużej mierze wpłynęły a to, że przestępczość jest w tym kraju prawie znikoma a czystość na ulicach i w przestani publicznej jest imponująca. Za napicie się wody w metrze płaci się grzywnę 500 dolarów, nie wolno też rzuć gumy  a za poważne przestępstwo jakim jest przemyt narkotyków grozi kara śmierci.

Singapur od dawna miałam na mojej podróżniczej liście a w dodatku linie lotnicze LOT wprowadziły niedawno bezpośrednie loty do Singapuru i choć to odległy od Polski kraj to przelot idzie całkiem sprawnie.

Na zwiedzanie mieliśmy pięć dni, ale zdecydowanie polecam dłuższy pobyt. Ja miałam kilka priorytetów i nie było wśród nich kąpieli w basenie Infinity, choć dla wielu to żelazny punkt programu.

Moja lista obejmowała:

  • Spacer po Marina Bay i Gardens by the Sea
  • Podziwianie orchidei w National Orchid Garden
  • Wyprawa do Małych Indii i Chinatown
  • Spróbowanie po raz pierwszy w życiu laksy i lodów z duriana
  • wizyta w jednym z hawker center
  • wizyta w Istana Heritage Gallery.

Listę udało mi się pełni zrealizować, ale Singapur ma do zaoferowania znacznie więcej. A oto kilka zdjęć:

Marina Bay
Marina Bay

Singapur to też ogromna gratka dla osób kochających niebanalną kuchnię, bo spotykają się tu wpływy hinduskie, malajskie i chińskie wraz z lokalnymi potrawami tj. laksa, czyli pikantna zupa z mleczkiem kokosowym, kiełkami, jajkiem i lokalną rybą. Popularny jest tam także owiany specyficzną sławą durian. Ja zdecydowałam się lody z duriana i wg mnie było to skrzyżowanie lodów owocowych ze smakiem cebuli.

Smaki Singapuru

Przystanek 2: Bali

Naprawdę nie dziwię się, że Liz z książki „Jedz, módl się i kochaj” po wyprawie na Bali podniosła się i zobaczyła pozytywną stronę życia. Choć film to często mocno poprawiony obrazek rzeczywistego miejsca to nic a nic się nie rozczarowałam. Bali było dokładnie takie jak to sobie wyobrażałam bajkowe, kojące i trochę tajemnicze. Balijczycy w większości są przemili, nie żyją w pogoni i wręcz bije od nich pozytywna energia. Odniosłam wrażenie, że uśmiech i życzliwość do drugiego człowieka jest tam wręcz oczywistością. Początkowo planowaliśmy tam trochę lenistwa, ale nic nam nie wyszło z tych planów, bo tyle było do zobaczenia! Zdecydowaliśmy się na zwiedzanie trzech świątyń: Burkit Sari Sangeh, świątyni Zachodzącego Słońca oraz Urun Danu Beratan. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie pole ryżowe Tegalalang. Pół dnia spędziłam też na lekcji gotowania w szkole Periuk Bali i po raz pierwszy w życiu miałam okazję zobaczyć staw pełen kwiatów lotosu. Szaleństwo! Kto szuka szczęścia i piękna niech konieczne jedzie na Bali!

Urun Danu Beratan
pole ryżowe Tegalalang

A oto cuda na Bali: stragan z egzotycznymi owocami i warzywami oraz creme de la creme, czyli wspomniany staw z kwiatami lotosu:

 

 

 

 

 

 

 

 

Ta urocza balijska para młoda zgodziła się na zdjęcie w okolicach świątyni Burkit Sari Sangeh:

Burkit Sari Sangeh

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przystanek 3: Kuala Lumpur

Na deser zostawiliśmy sobie Kuala Lumpur a na jego zwiedzanie mieliśmy praktycznie tylko jeden dzień i w sumie czasu starczyło nam tylko na odwiedzenie jaskiń Batu na obrzeżach miasta a także dzienną i wieczorną wyprawę na Petronas Towers.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *